Tak prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka mówił na rządowym posiedzeniu w Mińsku. Ponownie oskarżył też Polskę o próbę zajęcia zachodniego obwodu grodzieńskiego. Po wyborach prezydenckich na Białorusi demonstracje trwają już trzeci tydzień.
Spotkanie takie jak to w Berlinie - podczas którego unijni ministrowie spraw zagranicznych rozmawiali o sytuacji na Białorusi - prezydent Alaksandr Łukaszenka nazwał dziś "wojną dyplomatyczną". Białoruski przywódca oskarżył przy tym Polskę i Zachód o wtrącanie się w wewnętrzne sprawy jego kraju. W odpowiedzi usłyszał od sekretarza generalnego NATO, że sojusz będzie wspierał "suwerenną i niezależną Białoruś".
„To jest kryzys rozgrywający się na naszych granicach. To ludność Białorusi sama decyduje o swojej przyszłości. Wszyscy sojusznicy NATO popierają suwerenną i niepodległą Białoruś” - mówił Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO.
„Musimy nakładać sankcje, a ich zakres powinien być szeroki. Porównałbym to z sytuacją po wyborach w 2010 roku. Chociaż tyle możemy zrobić” – powiedział Linas Linkevičius, minister spraw zagranicznych Litwy.
Na Białorusi w czasie trwających już blisko trzy tygodnie protestów zginęły 3 osoby, a zatrzymano około 7000. Za zaginione uznaje się ponad 70 osób. Demonstracje i strajki po sfałszowanych wyborach prezydenckich odbywają się nie tylko w stolicy kraju, ale i w innych regionach Białorusi.