– Byłem w pracy, po drugiej stronie rzeki w promieniu 2 km od miejsca, gdzie w centrum Winnicy uderzyły rosyjskie rakiety. Słyszałem wszystko. Najpierw, jak leci rakieta, dźwięk bardzo podobny do samolotu, ale nieco wyższy. Dwie i pół sekundy, potem huk uderzenia. Ze swojego biura obserwowałem gęsty czarny dym nad lewobrzeżną częścią miasta. Zaraz potem słychać było jadące na sygnale karetki, straż pożarną. A potem rozdzwonił się telefon – opowiada Jerzy Wójcicki, dziennikarz, samorządowiec i działacz polskiej mniejszości w Winnicy na Ukrainie.