Kiedy byłam małym dzieckiem i mieszkałam na Stefańskiej, kolędnicy przychodzili co roku. Dziś, gdy ktoś dzwoni do drzwi, pierwszym odruchem nie jest radość, tylko niepokój. Boimy się. Nie otwieramy. Bo nie znamy. Bo nie mamy czasu. Bo „to już nie te czasy”. Kolędowanie nie znika samo. To my przestaliśmy je wpuszczać.