Na wsi wszystko miało swój porządek: siew, żniwa, narodziny dzieci w ciepłej izbie przy pomocy sąsiadek. Dlatego dzień, w którym między bruzdami ziemniaków znaleziono niemowlę, do dziś wspomina się jak coś nie do pojęcia. Marysia trafiła do Heleny i Jana tak, jakby sama ziemia oddała im dziecko, na które czekali latami. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ta znaleziona dziewczynka pewnego dnia zniknie w wojennej zawierusze, a po niej zostanie tylko fotografia i pamięć.