Wiosna nie ma w zwyczaju się śpieszyć. Najchętniej przychodzi spóźniona o jakiś kwadrans akademicki, czasem zaśpi, a jak już się zjawi – to trochę musimy poczekać na ten jej pełny rozkwit. Ona wie, że może sobie na to pozwolić, bo po ciemnej i mroźnej zimie chłoniemy z wdzięcznością każdy skrawek wyższego stopnia Celsjusza i promieni słońca. Zanim więc wiosna obdarzy nas kolorami, podsyła nam inne przesłanki o swoim przyjściu. Słyszymy świergot ptaków, widzimy błękit nieba, a czujemy najpierw…Kaziuka!