Prześladuje mnie ostatnio Finlandia. W ciągu ostatnich dwóch tygodni z pięć osób zachwalało mi ten kraj. Z takim zapałem, że mogliby zostać zatrudnieni w tajnej Komórce Reklamowania Fińskości Poza Granicami Kraju (w skrócie: KZFPGK – to prawie po fińsku). Otóż część zachwytów wobec tego niedużego państwa dotyczyła oczywiście szkolnictwa – wszyscy wiedzą, że fińskie szkoły są najlepsze, a dzieci lubią do nich chodzić. Jest to dość niezwykłe, przyznaję. Bo o ile do nauki można małego człowieka zmusić batem, głodem czy strachem przed zabraniem smartfona na 30 minut, to już do lubienia nie. Serce nie sługa.