„Wędrowali z taborami. Gdzie znaleźli wieś albo rzekę, tam się zatrzymywali. Chodzili do wsi, żeby zarobić – ktoś dostał ziemniaka, ktoś kawałek chleba. Starali się mieć dobre, silne konie, puchowe poduszki, porządną pościel i mocny, ale lekki wóz, żeby nie zamęczyć konia. Tak żyli. Potem zaczęły się mordy. Ojca wtedy nie było i od tamtej pory mama już nigdy go nie zobaczyła. Ją Niemcy schwytali w lesie, razem z braćmi mojego ojca i wywieźli do Wilna” – opowiada Mania z Ejszyszek.