W dniach 24–27 sierpnia wileńska młodzież miała wyjątkową możliwość wyruszyć do Łodzi śladami wileńskiego pisarza i publicysty – Józefa Mackiewicza. Podróż była częścią projektu pt. „Miasto ciężarowych koni – Łódź w publicystyce Józefa Mackiewicza”. O tym, jak ważna jest postać autora dla naszej społeczności, o jego twórczości i o sierpniowym projekcie porozmawialiśmy z dr Barbarą Jundo-Kaliszewską.
Emilia Kuncewicz: Widzowie TVP Wilno i czytelnicy portalu mogli Panią poznać już m.in. w programie „Rozmowy w Mackiewiczówce”. Jaka, jednak, jest Pani w rzeczywistości, skąd pochodzi i co, oprócz Mackiewicza, jest Pani pasją?
Barbara Jundo-Kaliszewska: Urodziłam się w Ejszyszkach. Przez 20 lat wspólnie z rodzicami prowadziliśmy jedną spośród dwóch polskich księgarni na Litwie. Wychowałam się w rodzinie ludzi wiernych swojej pasji i totalnych społeczników. Mieszkaliśmy w stuletniej pożydowskiej chacie. Bardzo malutkiej i zarazem bardzo pojemnej. Od zawsze było tam pełno gości. W czasach szkolnych angażowałam się w różnego rodzaju działania, typowe dla naszej społeczności: śpiewałam w zespole „Kwiaty Polskie” i miejscowej scholi, tańczyłam w zespole „Ejszyszczanie”. Na studiach byłam wolontariuszką w miejscowym Domu Polskim. Interesowałam się historią, kochałam kino i żyłam literaturą. Z zamiłowania jestem też animatorką kultury. Nieprzypadkowo założyliśmy księgarnię, gdzie wspólnie z bratem i z rodzicami organizowaliśmy koncerty, warsztaty czy akcje promujące bogactwo historyczne naszych okolic. Byliśmy inicjatorami powstania Towarzystwa Miłośników Ziemi Ejszyskiej i wydawaliśmy gazetę „Ejszyski Obserwator”. Po latach założyłam pierwszy wileński profil regionalny na Facebooku „Ejszyszki – nasze miasto” i stworzyłam społeczne archiwum starych fotografii. Dlatego uważam, że młodość to dobry czas na to, by aktywność i entuzjazm przekuwać w ważne i wartościowe rzeczy.
Mieliśmy okazję poznać jeden z Pani projektów – „Pejzaże Wileńszczyzny w myśli Józefa Mackiewicza” oraz „Miasto ciężarowych koni – Łódź w publicystyce Józefa Mackiewicza”. Jaki jest cel tych projektów i skąd wziął się na nie pomysł?
Jako osoba wywodząca się z Wileńszczyzny, wiedziałam, że oferta skierowana do młodzieży szkolnej, a nawet seniorów jest u nas dosyć bogata. Jeśli chodzi o studentów, są bardzo często pozostawieni „sami sobie”. Szczególnie ci, którzy wyjechali na studia do Polski. Uważa się, że skoro mają stypendium, to są w pewien sposób „zaopiekowani” przez państwo polskie. Tymczasem, w moim odczuciu, młodzi ludzie bardzo potrzebują wsparcia i pomocy. Jest to czas, gdy wychodzą spod skrzydeł rodziców, szkoły. Zmieniają otoczenie, a czasem nawet kraj zamieszkania. Poszukują własnej tożsamości i muszą podjąć decyzję o tym, kim naprawdę chcą być, jakie wartości wyznawać. Stąd też mój pomysł, by jak najwięcej projektów kierować do młodych ludzi. Z uwagi na to, że zarówno prywatnie, jak i zawodowo zajmuję się popularyzacją dorobku literackiego Józefa Mackiewicza i jego żony Barbary Toporskiej – postanowiłam w centrum działań projektowych umieścić publicystykę wileńskiego intelektualisty. Jak się okazało, całkiem słusznie. Bezkompromisowy język, do niedawna „wyklętego” pisarza z Wileńszczyzny, dziś zdaje się być dziś szczególnie zrozumiały i aktualny dla naszej młodzieży.
Ostatnio miała miejsce wycieczka młodzieży wileńskiej do Łodzi. Może mogłaby Pani trochę więcej opowiedzieć o tym, co skłoniło Panią do organizacji takiego wyjazdu?
Józefa Mackiewicza wciąż znamy za mało. Szkoda, bowiem jest to jedna z nielicznych postaci w świecie literackim, której twórczość oscyluje wokół naszych terenów. W artykułach prasowych, reportażach i powieściach Mackiewicza znajdziemy nazwy naszych miejscowości, nazwy naszych ulic, a nawet nazwiska naszych sąsiadów! Autor stosował „wtręty” językowe zarówno litewskie, rosyjskie, jak i białoruskie. Z przymrużeniem oka można zatem powiedzieć, że tworzył „po wileńsku”. Jest to twórczość oparta na prawdziwych wydarzeniach, a co za tym idzie – wciąga, porusza i skłania do refleksji. Mackiewicz jest dziś pisarzem z tzw. górnej półki. Jego idee stanowią obiekt debaty przodujących polskich intelektualistów. Ja, dla odmiany, do sięgnięcia po prace Mackiewicza chciałam zachęcić właśnie młodych ludzi. Wsparły mnie dwie aktywne solczanki: Czesława Stanul, opiekunka Klubu Studentów Polaków na Litwie oraz Adriana Chaczkowska, studentka Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie. W listopadzie ub. roku udało nam się uzyskać dofinansowanie z Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie na realizację projektu pt. „Pejzaże Wileńszczyzny w myśli politycznej Józefa Mackiewicza” i zorganizować spotkanie moich studentów z Łodzi z uczniami klas maturalnych i studentami na Litwie. W tym miejscu trzeba powiedzieć, że pisarz wymieniał trzy rodzaje patriotyzmu: narodowy, doktryny i pejzażu. Ten ostatni cenił najbardziej. Jak pisał, „narodowy interesuje się tylko ludźmi zamieszkującymi dany pejzaż, ale nie pejzażem. Doktrynalny – ani ludźmi, ani pejzażem, tylko zaszczepieniem doktryny. Dopiero patriotyzm pejzażu obejmuje całość – bo i powietrze, i lasy, i pola, i błota, i człowieka – jako część składową pejzażu”. Projekt okazał się doskonałym pretekstem do rozmowy o pisarzu, wspólnej lektury jego tekstów oraz odwiedzenia miejsc, związanych z jego postacią i twórczością.
Wydaje się oczywiste, że wycieczka prowadziła śladami Mackiewicza poprzez opisane przez niego tereny. Natomiast, jak wyglądała sama wycieczka, co młodzież mogła zwiedzić, na czym było oparte zwiedzanie Łodzi, jaki był jej program?
W listopadzie ub. roku pojechaliśmy z młodzieżą z Łodzi do Wilna i okolic. Dzięki uprzejmości Fundacji „Wileńszczyzna” czytaliśmy dzieła autora bezpośrednio w jego domu w Czarnym Borze. Zwiedziliśmy Ponary, gdzie w czasie II wojny światowej pisarz stał się świadkiem egzekucji ludności żydowskiej. Wyruszyliśmy na prowincję śladami reportaży ze zbioru „Bunt rojstów”, ale też zajrzeliśmy do miejsc związanych z postacią pisarza w litewskiej stolicy. W sierpniu młodzież z Wilna przyjechała z kolei do Łodzi. Pragnęliśmy w ten sposób uczcić podwójną rocznicę 700-lecia Wilna i 600-lecia miasta nad Łódką. Tu również wędrowaliśmy śladami Józefa Mackiewicza. Na początku 1937 r. pisarz przyjechał do „miasta ciężarowych koni” i stworzył cykl reportaży, które ukazały się w wileńskiej gazecie „Słowo”. Reportaże nie są pochlebne dla miasta i do dziś budzą kontrowersje. Ale, jak wiemy, Mackiewicz zwykł pisywać dosadnie i bez tzw. retuszu. Pomyśleliśmy więc, że przejdziemy się ulicą Piotrowską, zwiedzimy dzielnicę Bałuty, ale także zajrzymy na uczelnie łódzkie, by zobaczyć, jak dzisiaj wygląda jedyne takie polskie „fabryczne miasto”. Tak też zrobiliśmy.
Wspomniała Pani wyjątkowy sposób publicystyki Mackiewicza – jak wygląda jego twórczość, jaki ma wpływ jego dosadność na literaturę i jak z bliska wygląda postać pisarza?
Józef Mackiewicz to jedna z najważniejszych postaci okresu międzywojnia. Pamiętajmy, że jego rodzony brat, Stanisław Mackiewicz, był redaktorem naczelnym wileńskiej gazety „Słowo”. Józef Mackiewicz pracował tam jako dziennikarz. Tu poznał miłość swojego życia, Barbarę Toporską. Uwagę czytelników autor przykuł swoimi reportażami z rubieży II Rzeczypospolitej. Można je dziś przeczytać m.in. w książce „Bunt rojstów”. Mackiewicz docierał w najdalsze zakątki Wileńszczyzny i opisywał codzienność i troski ludności chłopskiej czy mniejszości narodowych. Punktował błędy władzy. Nigdy nie koloryzował rzeczywistości. Jest to niezwykle istotny element jego publicystyki, w której znajdujemy liczne świadectwa i opisy z życia naszych terenów. Drugą ważną cechą jego twórczości jest, oczywiście, antykomunizm. W wieku 17 lat zaciągnął się do wojska i uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Swoje wrażenia opisał później w znakomitej powieści „Lewa wolna”. Widział Sowietów, poznał ich metody z bliska. Nigdy później nie dał się zmanipulować czarom propagandy popularyzującej „ZSRR z ludzką twarzą”. Nigdy też nie uległ hasłom polityki neutralności, bowiem, jak pisał, neutralność to droga donikąd. To zgoda na zło. Dlatego też latem 1944 r. wspólnie z Barbarą Toporską na zawsze wyjechali z Wilna. Nigdy nie było dane im tutaj powrócić. Litewska stolica, a w szczególnie ich dom w Czarnym Borze, pozostaną w twórczości obojga na zawsze. Akcja najważniejszej książki Mackiewicza „Droga donikąd” rozgrywa się w tym samym domu, w którym obecnie prowadzę program „Rozmowy w Mackiewiczówce”. Otoczony sosnowym lasem, podwileński domek Mackiewiczów, pojawia się również na kartach powieści Barbary Toporskiej pt. „Siostry”. Te okolice nieustannie przewijają się w twórczości, listach czy dziennikach pary pisarzy.
Ważnym wątkiem w życiu Mackiewicza był jego związek z Barbarą Toporską. Czy mogłaby Pani trochę więcej o nim opowiedzieć?
We współpracy z Fundacją Pomoc Polakom na Wschodzie, w czerwcu tego roku miałam szczęście odwiedzić archiwum Józefa Mackiewicza i Barbary Toporskiej w szwajcarskim Rapperswilu. Mogłam zapoznać się z osobistą korespondencją, rękopisami dzieł, dziennikami, a nawet testamentami Mackiewiczów. Pierwszy testament Barbary Toporskiej – napisany bezpośrednio po zdiagnozowano u niej nowotworu – jest jednym z najpiękniejszych listów miłosnych, jakie czytałam... Była to niewątpliwie relacja wyjątkowa, która przetrwała wojnę, tułaczkę, biedę, a nawet wykluczenie… Barbara i Józef pozostali sobie wierni do końca. Barbara opiekowała się mężem aż do jego śmierci w styczniu 1985 r. Przeżyła Józefa zaledwie o pięć miesięcy (mimo iż od ponad dwóch dekad walczyła z rakiem). Zmarła w czerwcu 1985 r. W międzyczasie zdążyła częściowo uporządkować ich prywatne archiwa, posegregować dokumenty, opisać teczki czy albumy ze zdjęciami. Przekazała te zbiory do muzeum polskiego w Rapperswilu w Szwajcarii. Z wielkim wzruszeniem je przeglądałam… Są tam też obrazy, akwarele i inne prace plastyczne Barbary. Marzę o tym, żeby pewnego dnia wróciły do Czarnego Boru. Barbara do końca życia prowadziła korespondencję z krewnymi Józefa, w tym – z jego córkami Haliną i Idalią (własnych dzieci nie miała). 2024 rok na Litwie został ustanowiony Rokiem Rodziny Lozoraitisów, więc warto wspomnieć o listach, jakie Barbara otrzymywała od kuzynki Józefa, „Wincusi” – Vincenty Lozoraitienė, żony Stasysa Lozoraitisa i prekursorki idei Montessori w międzywojennej Litwie. Do tej korespondencji również udało mi się dotrzeć w Rapperswilu.
Wróćmy jeszcze do wycieczki – dlaczego akurat Łódź? Czy tak, z pozoru, odmienne miasto od Wilna może mieć coś wspólnego ze stolicą Litwy?
Mamy o wiele więcej wspólnego z Łodzią, niż nam się wydaje. Po II wojnie światowej miasto pełniło funkcję tymczasowej stolicy Polski – uchodźcy wojenni, powracający z zesłania wilniucy, wypędzeni z Kresów uczeni „przeszli” właśnie przez Łódź. Część kadry profesorskiej zamkniętego w 1939 r. Uniwersytetu Stefana Batorego zatrzymała się właśnie w Łodzi i współtworzyła Uniwersytet Łódzki. Wiele, spośród tych osób, pełniło kierownicze stanowiska – byli to dziekanami różnych wydziałów, kierownicy katedr. Wilnianie zakładali Politechnikę Łódzką. To tutaj przeniósł się nasz wileński teatr „Lutnia”, który był protoplastą Teatru Muzycznego w Łodzi. Koszykarze z Łódzkiego Klubu Sportowego (ŁKS), mistrzowie Polski w 1953 r., byli nazywani „Wileńskimi Żubrami”, bo zdecydowanie trzon drużyny – na czele z trenerem Andrzejem Kuleszą – stanowili uchodźcy wojenni z Wileńszczyzny. Te przykłady mogłabym mnożyć bez końca…
Czego taka wycieczka, oprócz poznania Łodzi może nauczyć oraz czego może nauczyć nas, młodych ludzi z Wilna, postać tak często nieznanego Józefa Mackiewicza?
Żyjemy w świecie komunikacji. Dziś każdy z nas jest żołnierzem na froncie wojny informacyjnej – każdy z nas produkuje i rozprzestrzenia treści. Józef Mackiewicz twierdził, że jedynie prawda jest ciekawa. Na podstawie jego dorobku dziennikarskiego analizowaliśmy kluczowe problemy tego świata. Zastanawialiśmy się nad tym, jakie znaczenie w erze dezinformacji ma „prawda”? Z jakimi wyzwaniami borykają się Polska i Litwa? W jaki sposób powinniśmy komunikować swoje opinie? Czy warto w ogóle publicznie reagować i „płynąć pod prąd”? Tak jak kiedyś Mackiewicz, my dzisiaj również ryzykujemy narażenie się na „hejt”, „trolling” i negację tzw. mainstreamu… Spotkanie młodych ludzi z dwóch krajów, dyskusje na tematy ważne, interakcja w przestrzeniach różnych – od Wilna po Łódź i z wojną w Ukrainie w tle – to doświadczenie, które z pewnością pozostanie w uczestnikach na długo. W końcu o to chodzi, żeby się spotykać, rozmawiać, a przede wszystkim dzielić się wrażeniami i tym, czym żyjemy. Jak pisała Barbara Toporska „wiek propagandy ma swoich wyznawców”. Chciałabym bardzo, by było ich mniej…
Projekt „Miasto ciężarowych koni” – Łódź w publicystyce Józefa Mackiewicza został sfinansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu „Polonia i Polacy za Granicą 2023”